3 pytania na trzy lata działalności Get Media Studio.

Trzecie urodziny podsumowaliśmy krótkim wywiadem z założycielem Get Media Studio. Nasz znajomy dziennikarz zadał Łukaszowi trzy dowolne pytania.

 

Fot. Konfernecja Żyj w obfitości/Red Art Studio

Fot. Konferencja Żyj w obfitości/Red Art Studio


Marcin Jagiełowicz: Czy Zając to dobre nazwisko dla piarowca? Skaczesz po kasę?

Łukasz Zając: Jak każda firma, skaczę po kasę, bo rentowność i inwestowanie w rozwój, to sens biznesu. Po latach działalności postanowiłem zebrać nasze siły pod wspólną marką – AGENCJA ZAJĄC. Celem agencji jest dostarczanie usług public relations, według zasad: tylko to, co istotne w komunikacji. Rozmawiamy, analizujemy, wdrażamy i ewaluujemy projekty komunikacyjne od nagłaśniania istotnych wydarzeń społecznych, dedykowanych eventów, po szukanie ludzi do współpracy i zarządzanie kryzysem. Nie tylko narzędzia, przypadkowe działania, ale przede wszystkim dobry audyt, propozycja rozwiązań i organiczna praca nad oczekiwaną zmianą. Jak do tego doszło?

„Nie tylko narzędzia, przypadkowe działania, ale przede wszystkim dobry audyt, propozycja rozwiązań i praca organiczna nad oczekiwaną zmianą”.

Początek mojej działalności to praca producenta filmowego w firmie Get Media Studio. Zaryzykowałem i założyłem biznes w 2013 roku. Zebraliśmy grupę ludzi, która dobrze odnajduje się za kamerą, świetnie montuje, czuje postprodukcje, zna potrzeby biznesu i trafnie rozpoznała rozwój wideo w Internecie. Te czynniki spowodowały, że krok po kroku zdobywaliśmy kolejne zlecenia. Pierwszym założeniem było to, że robimy kilka produkcji, ale na wysokim poziomie. Raczej delikatesy, niż hurtownia. Drugą intuicją, potem zaś trafnym założeniem, był fakt, że wraz z produkcją i sprzedażą filmu dla biznesu czy instytucji, należy pomóc w jego promocji. Film musi być elementem planu komunikacji. Czyli nie produkujemy tylko filmu, ale dbamy także o jego promocję i PR. Dziś powtarzam, że budżet powinno się podzielić według proporcji – 70/80% na wyprodukowanie filmu a 20/30% na jego promocję.

MJ: Zlecenie, które okazało się największym wyzwaniem czy dało Ci najwięcej satysfakcji? Lub klapa, którą udało ci się przekuć w sukces?

Dobrze, że o to pytasz. W Polsce coraz częściej mówimy już śmiało o porażkach. Przeżyłem kilka „klasyków” porażek.

Jednym z nich był syndrom „przejęcia się” nowym klientem, w przypadku, gdy jeszcze stawialiśmy pierwsze kroki z firmą. To nic złego, ale czasem wchodziliśmy w optykę wielka firma – kontra my, małe studio… co nie pozwalało na rozwinięcie skrzydeł czy sprzedanie lepszych rozwiązań audiowizualnych dla Klienta.

Kolejna sprawa to zbyt niska cena swoich usług. Nie doceniałem siebie i swojego zespołu.To odbija się na całym rynku. Co gorsza, ekipa naszych profesjonalistów pracowała czasem, za nierynkowe ceny, co wpływa na to, że brali kilka zleceń naraz i brakowało tego skupienia i synergii pracy nad jednym projektem.

Aby zrobić elegancki spot reklamowy, nawet dedykowany dla Internetu, bez licencji telewizyjnych, zatrudniasz do projektu kilka osób, pracujesz na sprzęcie od 30 do 100 tys. zł i udostępniasz zdolności artystyczne, organizacyjne i analityczne, zdobywane co najmniej pracą 5-10 lat. Dlatego te projekty to minimum kilkanaście czy kilkaset tysięcy złotych.

„Satysfakcję daje mi praca pod swoim nazwiskiem i powracający Klienci. W mojej historii zleceń, ponad 60% zamówień to powracający Klient. To kwestia zaufania. A za tym idzie mniej formalności, lepsze wyczucie potrzeb oraz przyjaźnie zawodowe”.

Zdarza się, że film powstanie do kilku tysięcy złotych, metodą przyjacielsko-barterową i podbija szeroką publiczność. Ale to kwestia szczęścia i mieszaniny zaangażowania, genialnego pomysłu i doboru ludzi. Gdy robisz to zawodowo, planujesz podobne elementy, ale za zaangażowanie płacisz normalnymi stawkami, za pomysł nadzwyczajnymi stawkami a dobór ludzi, czyli moje doświadczenie i kontakty, też nie są tanie…

Satysfakcję daje mi praca pod swoim nazwiskiem i powracający Klienci. W mojej historii zleceń, ponad 60% zamówień to powracający Klient. To kwestia zaufania. A za tym idzie mniej formalności, lepsze wyczucie potrzeb oraz przyjaźnie zawodowe.

 

MJ: Trzy nazwiska, które warto znać jeżeli chodzi o PR i dlaczego dla ciebie są ważne?

Pierwszą postacią która zainspirowała mnie już na studiach, jest znany dziś komentator, politolog – Jarosław Flis. Jego kurs akademicki poukładał w całość i zarysował ścieżkę potencjalnego rozwoju w tej branży. Musiałbym jeszcze wskazać pewną nauczycielkę ze szkoły średniej. Po otwarciu szkolnej wystawy, podziękowała mi i powiedziała: robicie dobre i ciekawe rzeczy, ale musicie też nauczyć się bardziej je reklamować. Potrzebne jest jedno i drugie. Obok niej kibicowała mi polonistka, która uwierzyła, że coś ze mnie będzie i zachęcała mnie np. do bezinteresownych odwiedzin księgarni czy galerii sztuki. Miała rację!

„Przypomniał mi, że zawód PR-owca to rzetelna, organiczna i analityczna codzienna praca. Często przy biurku. Fajerwerki są od czasu do czasu. I to prawda. Czy to film, czy kampania społeczna, czy event – trzy czwarte pracy to dobre przygotowanie i podsumowanie działań”.

Drugim bohaterem zbiorowym jest szereg postaci z Nowego Testamentu. Poza Jezusem Chrystusem, cała masa jego uczniów i naśladowców, to wspaniali orędownicy i „sprzedawcy” Ewangelii. Jak widać, znali się na relacjach z publicznością, bo Kościół rozwija się od dwudziestu jeden wieków ;-) Potrafili to czynić w sposób uporządkowany i spontaniczny, w mieście i na wsi, po łacinie i w grece, dla uczonych i prostaczków. Zastanawiali się, jak żyją i po co, oraz jak żyć lepiej – być świętym… Osiągali dobre „zasięgi”, w kluczowych „targetach” ;-)

Nawet dziś czytałem w „Marketingu w Praktyce” o tendencji marketingu i komunikacji opartej o człowieka tzw. B2H (business to human). Narzędzia są wtórne. Najpierw jest człowiek czy grupa ludzi. Znajomość człowieka, antropologii – ułatwia PR.

Trzecią osobą, jest właściciel jednej ze stołecznych agencji PR. Zaprosił mnie na rozmowę rekrutacyjną. Wiele nauczyłem się wtedy. Przypomniał mi, że zawód PR-owca to rzetelna, organiczna i analityczna codzienna praca. Często przy biurku. Fajerwerki są od czasu do czasu. I to prawda. Czy to film, czy kampania społeczna, czy event – trzy czwarte pracy to dobre przygotowanie i podsumowanie działań. Bo kto nie bada swoich osiągnięć, ten nie wie, gdzie jest. I powtarza stare błędy. A tu należy ciągle się doskonalić, bo człowiek jest wymagającym zadaniem.

14 kwietnia 2016 r.